Ta pomoc nic nie kosztuje!




Blog > Komentarze do wpisu
Hospicyjna praca

Być może już niedługo rozpocznę dodatkową pracę w hospicjum. Nigdy nie przypuszczałem, że ostatnia moja praca będzie koncentrować się na medycynie paliatywnej i pracy hospicyjnej. Zobzcymy jak pójdzie w hospicjum. To raczej hospicjum domowe, więc i wizyty też domowe. Inna specyfika pracy niż na oddziale. Inni pacjenci, z innym podejściem do życia i swojej choroby. Ale to się jeszcze okaże w pracy. To narazie propozycja objęcia opieką pacjentów hospicjum. Najpierw papierologia i biurokracja a jak to zakończy się powodzeniem to rozpocznę pracę i konsultowanie pacjentów. Wiem, że z jednej strony są to bardzo ciepli i serdeczni pacjenci, ale potrafią być i też tacy bardzo roszczeniowi. Ale ja się tam nie opieram, każdy pacjent to człowiek i każdy może mieć różne humory, zwłaszcza w obliczu choroby śmiertelnej, postępującej. Ja będę tam po to aby pomóc i rozmawiać.

A projekt medyczny sunie do przodu wielkimi krokami. Coraz bardziej się rozrasta i staje się przyjazny pacjentom i innym lekarzom, zwłaszcza onkologom. Myślę, że niebawem będę się mógł nim pochwalić :) Czyli najbliższe plany zawodowe to praca w hospicjum i realizacja pełną parą projektu medycznego. A za oknem dalej zima ;-)

piątek, 03 listopada 2006, dr_maciej
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2006/11/03 17:26:49
Praca w hospicjum ? Jestes normalny ?
Toz to widok gorszy niz wojna. Hospicja to umieralnie dla osob ktorych wyrzekla sie rodzina. Jak dla mnie skandal by kogos oddawac w takie miejsce.

Wspolczuje iz bedziesz tam pracowac.
-
2006/11/03 17:36:02
Trzymam kciuki Maćku!
-
2006/11/03 17:36:18
proszę, napisz czy to prawda, co napisał ten czytelnik przede mną...
i czy tam mogą pracować wolontariusze i kto to może być..
jeśli możesz napisać, to proszę...
-
2006/11/03 17:37:12
tzn. ten ktoś podpisany młody-inwestor!! przepraszam
-
2006/11/03 18:33:11
miłam bliski kontakt z dr pielegniarstwa, ktora w moim miescie swoim dzialaniem wspierała hospicjum dla dzieci. Szukala przeroznych sponsorów do wspomozenia finasowwego i robiła to niezwyke skutecznie. Wydzierała pieniadze dla tych dzieci z wielkim poswieceniem, jakby to robila dla swoich dzieci. Zreszta zawsze mowila "moje dzieci to", "moje dzieci tamto", "moje dzieci czekaja"... albo "moje dziecko odeszło"... Bardzo oddana, ciepła kobieta i bardzo lubiana przez pacjentów i personel hospicjum oraz nas - z Kliniki, ktorzy ją podziwialiśmy.
-
2006/11/03 19:22:37
Podziwiam i życzę dużo siły, zwłaszcza psychicznej.
Nie wiem czy bym wytrzymała,choc sama też pracuję na jednym z cieższych oddziałów
-
2006/11/03 19:26:31
Podziwiam i życzę dużo siły, zwłaszcza psychicznej.
Nie wiem czy bym wytrzymała,choc sama też pracuję na jednym z cieższych oddziałów
-
2006/11/03 20:45:52
Proponuję nie zwracać uwagi na osobę pod nickiem "mlody-inwestor" - na 99% to prowokacja... A przynajmniej oprócz przeczucia, głęboko w to wierzę. Zastanawiam się skąd w ludziach przeświadczenie, że hospicja to po prostu umieralnie dla ludzi "niepotrzebnych" i "zawadzających"...? Jak to jest, że niepojęty jest dla nich prawdziwy sens istnienia takich miejsc...?
Życzę Ci wszystkiego co potrzebne - i siły ducha, i ciepła, które będziesz mógł przynosić chorym, i własnej radości życia.
Pozdrawiam! ;o)
-
2006/11/03 22:09:07
No Doktorze, to ładujesz się Bracie rzeczywiście w trudne sprawy. Ale jak Cię znam to sobie poradzisz.

Oby "młody-inwestor" nie musiał przekonywać się na własnej skórze dlaczego potrzebne są hospicja. A może właśnie warto, żeby bardziej osobiście dotknął problemu, a nie jechał na stereotypach? Ich przejmowanie jest takie proste i wygodne. Zwalniają z myślenia. Pokazują coś, co jest wyłącznie czarne lub wyłącznie białe. Coś co można ubóstwiać i coś co można nienawidzić. Ubóstwianie i nienawiść wszakże wyłączają tą racjonalną część myślenia.

Czy hospicja to bezduszne umieralnie? Można coś takiego z nich zrobić jeśli się nimi niewłaściwie zarządza, jeśli się w nich niewłaściwie pracuje. To jest ten stereotypowy element prawdy. Problem polega na tym malutkim słowie "można". Bo można też pomóc ludziom, którzy sami sobie pomóc nie potrafią. Którzy są bezradni nie tylko wobec własnej choroby, ale również bezradni wobec własnej (i nietylko) bezradności. Zapewnić im godne życie.

Poza tym hospicjum to nie tylko łóżka w budynku z tabliczką "Hospicjum Onkologiczne". To również wizyty lekarzy i pacjentów tej instytucji w domach pacjentów. Więc jaka umieralnia?

A tak z innej beczki. Pamiętajcie, że z hospicjów korzystają nie tylko dzieci. Hospicja dziecięce najlepiej się "sprzedają". Bo trudniej jest odmówić chorej dziewczynce w husteczce zakrywającej łysinę, schludnie ubranej w białe wdzianki i patrzącej smutnym wzrokiem w okno, niż starszej osobie leżącej w łóżku pod kilkoma kroplówkami, zgorzkniałej swoją własną bezradnością, bezradnością medycyny, walczącej z bólem i beznadzieją, niejednokrotnie śmierdzącej różnymi fetorami wydobywającymi się z niebliźniących się ran. To też są hospicja.

Wszystko zależy od tego jak podejdzie się do problemu. Myślę, że dr_maciej podchodzi właściwie. Nawet nie tyle
myślę ale wiem. Bo znam go trochę. I życzę mu powodzenia na troszkę innej drodze życia.

A podejście młodego-inwestora coś mi przypomina. Chłopie, czy ty przez przypadek nie pracujesz w NFZ-cie?
-
2006/11/03 22:10:49
Rewisz, elfu, Sweetenough : dziękuję za ciepłe słowa :)

Nubra:większośc ludzi czasem tak myśli, że hospicjum to umieralnia. Ja do nich się nie zaliczam. Wiem ajkie to ciężkie dla rodziny zorganizować opiekę hospicyjną i dać pod tą opiekę kogoś bliskiego. Ale warto też pomyśleć o godności tej osoby, gdzie będzie miała lepszą opiekę - w domu gdzie w ciagu dnia nikogo nie ma, gdzie nie ma przy boku lekarza pielęgniarki, czy ta opieka będzie lepsza własnie w takim miejscu gdzie są ludzie gotowi dać pomoc i skłonni być przy tej osobie. To włąsnie w Polsce brakuje takich miejsc, gdzie zapewniło by się do końca godne życie dla pacjenta.
A co do tego pierwszego wpisu: jestem jak najbardziej normalny, bo robię to co chcę i kontynuuję to co zaczęłem robić i daje mi to wiele satysfakcji, mimo iż dużo obcuje się ze śmiercią i ludzkim nieszczęściem, I mam nadzieję, że mało osób uważa że hoispicja to umieralnia. Bo to miejsca, gdzie można godnie żyć do końca.
-
2006/11/03 22:11:10
ERRATA:
JEST: Poza tym hospicjum to nie tylko łóżka w budynku z tabliczką "Hospicjum Onkologiczne". To również wizyty lekarzy i _pacjentów_ tej instytucji w domach pacjentów. Więc jaka umieralnia?
BYĆ POWINNO: Poza tym hospicjum to nie tylko łóżka w budynku z tabliczką "Hospicjum Onkologiczne". To również wizyty lekarzy i _pracowników_ tej instytucji w domach pacjentów. Więc jaka umieralnia?
-
2006/11/03 22:12:32
Zgadzam się. Niepowino sie odawać ludzi do hospicjum.




zapraszam na www.monikaxd.blox.pl
-
2006/11/03 22:13:08
Praca w hospicjum i opiece paliatywnej jest trudna...nie będzie Ci pewnie łatwo ale dasz radę.
pozdrawiam :))
-
2006/11/03 22:13:16
dzięki mac :)
-
2006/11/03 22:13:56
Ewcia i Tobie też :) na raty pisze, bo co chwilę jakiś nowy komentarz :)
-
2006/11/03 22:18:19
>monikaxd

Przepraszam. Mam pewne doświadczenia jako potencjalny klient takiej instytucji. Wydasz tą opinię po kilku latach opieki nad osobą ciężką chorą to będę ją (opinię) i Ciebie szanował. Jeśli nie masz takich doświadczeń - co daje Ci podstawę do osądzania? Wiesz z jakim obciążeniem żyją najbliźsi osób przewlekle chorych?

Tym bardziej, że jak już pisałem hospicjum to nie tylko budynek z tabliczką i łóżkami.
-
2006/11/03 22:30:47
No właśnie monikaxd: a jak zapewnić profesjonalną opiekę ludziom ciężko chorym? masz jakieś pomysły? bo chętnie poznam, w jaki sposób zapewnić stałą opiekę medyczną i godne życie tym ludziom?
-
2006/11/03 23:08:50
bardzo chciłam praacować jako wolontariuszka w hospicjum, los jednak pozwolił mi miec moją córeczkę - teraz jestem jej potrzebna, ale kto wie za kilka lat.... pozdraiwam i trzymam kciuki
-
2006/11/04 10:15:33
Drogi Doktorze!
Ja trochę z innej beczki. Przeglądam ten Pana blog i nie mogę wyjść z podziwu. Musi Pan być cholernie odważny, skoro pcha się Pan tam, gdzie większość osób truchleje ze strachu i sztywnieje z zażenowania. Ciekawi mnie jedna rzecz: jeśli to nie tajemnica, to proszę zdradzić, przynajmniej w ogólnym zarysie, o czym Pan rozmawia z ludźmi terminalnie chorymi? Czy Pana praca polega bardziej na oswajaniu tego, co bliskie i nieuchronne, czy na odwróceniu od tego uwagi rozmową na tematy neutralne? Jeśli to tajemnica to proszę nie odpowiadać. Mnie ten temat ciekawi, bo ma związek z moim przyszłym zawodem, a takich rzeczy lepiej się dowiadywać od praktykujących niż profesorów etyki spędzających cały czas za biurkiem.
-
2006/11/04 18:58:17
praca w hospicjum wymaga wielkiej odwagi(tak,tak,to nie praca dla słabeuszy) i siły. Maćku-odwagi Ci nie brak-życzę siły! ...podziwiam szczerze.
-
2006/11/04 19:00:07
intoxicatio: w pracy z pacjentami terminalnie chorymi podąża się za pacjentem. To pacjent wyznacza tematy rozmpowy, to on decyduje o czym chce rozmawiać, a często od tematów neutralnych szybko przechodzi się do stanu obecnego. Bo jak ktoś opowiada co lubił, jak żył to zaraz potem mówi: a teraz jest tak jak Pan widzi. Wtedy często rozmawia się o tym co jeszcze można zrobić, jak powiedzieć bliskim czego jeszcze potrzebujemy, jak powiedzieć bliskim jaki chcielibyśmy mieć pogrzeb. Często bliscy nie chcą słuchać bo na siłę chcą wyciągnąć z choroby, mimo iż organizm podąża w stronę gaśnięcia. Często rodzina nie dopuszcza do końca faktu śmiertelności bliskiej osoby, nie poizwala jej odejść. I to częśto w takich sytuacjach trzeba rozmawiać też z bliskimi. Kiedyś dostałem taką kartkę z napisem: "głos człowieka zbliżającego się do śmierci" sedno tych dwóch stron zapisanych było takie, że to teraz my słuchamy a nie pacjent nas. Role się zamieniają a my podążamy za pacjentem. To też często rozmowy na temat tego jak się pożegnać, co z dziećmy, czy powinny w tym wszystkim uczestniczyć. Każda rozmowa jest inna, jak inny jest każdy pacjent.
Jak mógłbym jakoś pomoć to możesz napisać maila na dr_maciej@gazeta.pl jeśli będę mógł jakoś pomoc to napiszę :-)
A uwagi nie można odwracac do tego co neutralne bo wtedy uciekamy od tematu a tu nie o to chodzi, bo to właśnie zazwyczaj rodzina ucieka do tego co neutralne, a pacjent potrzebuje obmówienia tego co teraz ważne.
Pozdrawiam
-
2006/11/04 19:57:17
Mimo że to nie ja zadałam pytanie, to i tak dziękuję za odpowiedź powyżej. Takich tematów się na studiach niestety nie porusza... :o[
-
2006/11/04 20:07:13
...a powinno sie na studiach uczyć i tego...
-
2006/11/04 21:22:29
Surfinia: na studiach powinni tego uczyć kilka razy więcej niż teraz ale powinny być z tego też zajęcia warsztatowe a nie tylko wykłady, gdzie przyswajanie suchej wiedzy szybko paruje.
-
2006/11/04 21:27:16
Sweetenough: na studiach niestety nie ma tego rodzaju tematów i zajęć z tego obszaru pracy z pacjentem, a szkoda, bo bardzo takie zajęcia by się przydały. Bo większość jak by się zapytało, to by pojęcia nie miala o czym rozmawiać z człowiekiem zbliżającym się do śmierci i że nie powinno się wtedy mówić obronnego :wszystko będzie dobrze, proszę się nie martwić" bo jak może być OK i jak można się nie martwić jak się odchodzi :(
-
2006/11/04 22:53:05
Mój rocznik był pierwszym, któremu "sprezentowano" zajęcia z medycyny paliatywnej. Poza nielicznymi wyjątkami większość studentów w ankiecie po zajęciach [niestety trwały tylko 3 dni, z czego w jednym dniu były mini-warsztaty z psychologiem] wyraziło się bardzo pozytywnie o idei tego przedmiotu. Niemal każda osoba w ankietowych uwagach napisała, że tego typu zajęć było i jest stanowczo za mało oraz że zwykle te kwestie traktowane są w okresie studiów po macoszemu. Myślę, że to dobry znak i mam nadzieję, że te ankiety coś zmienią i że następne roczniki będą miały więcej tego typu zajęć. Nam przyjdzie uczyć się tego na bieżąco z życia...
-
2006/11/05 04:40:47
Witam ponownie. Nie, moj wpis nie byl prowokacja.
Hospicja to miejsca STRASZNE, kazdy kto twierdzi inaczej ma zapewne zaburzone umiejatnosci obiektywnej oceny swiata.

Natomiast, moje stwierdzenie iz do hospicjum oddaje sie umierajacych by czesciowo pozbyc sie problemu (nikt nie lubi patrzec na smierc) jest ocena wyjatkowo subiektywna, i przepraszam jezeli kogos ja urazilem.


Umieralnia - nazwijmy to po imieniu, ja swojej Matki w takie miejsce nigdy bym nie oddal. Analogicznie z innymi umieralniami sprytnie nazwanymi w humanitarny sposob "Domami spokojnej starosci"...

to tyle. A przed wolonatriuszami pracujacymi w takich miejscach klaniam sie nisko z wyrazami szacunku. (nie dla pracy w umieralnaich, lecz checi pomocy ludziom w tych strasznych miejsach)
-
2006/11/05 11:32:15
Bynajmniej nie mam zaburzonej umiejętności oceny świata i staram się jak mogę, żeby nie popadać w sidła stereotypów - właśnie takich jak "hospicjum - umieralnia".
Nie rozumiem Twojego podejścia - hospicjum jest miejscem strasznym, dlaczego? Bo umierają tam ludzie? To w takim razie oddziały intensywnej terapii także powinny się kwalifikować do tej samej kategorii. W końcu śmiertelność pacjentów na OIT jest wysoka i niekiedy śmierć przychodzi w o wiele bardziej dramatycznych okolicznościach.
To piękne podejście, że chciałbyś się Swoją Mamą opiekować do końca, jeśli byłaby taka potrzeba. Ale człowiek jest tylko człowiekiem - musi jeść, spać, chodzić do pracy [za coś trzeba kupić leki, pampersy, opłacić czynsz...]. Potępiasz np. starszą kobietę która oddaje pod opiekę hospicyjną swojego męża, który wymaga 24-godzinnej specjalistycznej opieki? Albo kogoś, kto po prostu sobie nie daje rady, a chce żeby jego bliski miał zapewnioną fachową opiekę aż do końca? Opieka hospicyjna nie skupia się tylko na chorych, ale też na rodzinach - chodzi o to, żeby zapewnić jak największy komfort życia i choremu pacjentowi, i jego bliskim. Fakt, że ktoś jest umieszczony w hospicjum nie jest przecież równoznaczny temu, że rodzina się go wyrzekła, pozbyła i już nikt go nie odwiedza i nikogo on nie interesuje!
Poza tym praca w hospicjum to nie tylko budynek z łóżkami zajętymi przez pacjentów w terminalnej fazie choroby, ale także wizyty w domach u osób z chorobą zaawansowaną ale funkcjonujących mniej lub bardziej sprawnie, to leczenie bólu, leczenie nieprzyjemnych i uciążliwych objawów związanych z chorobą. Ogólnie rzecz ujmując chodzi o zapewnienie jak najwyższej jakości życia u jego schyłku.
Moim zdaniem piekło może zgotować choremu w jego własnym domu jego własna rodzina, właśnie w imię idei "co ludzie powiedzą gdy się dowiedzą że ją/jego oddaliśmy do hospicjum...", podczas gdy opieka nad chorym ją przerasta i kiedy przynosi zupełnie odwrotny skutek. Z takimi sytuacjami już się spotkałam... :o[
-
2006/11/05 16:05:19
Drogi Młody Inwestorze.

Dotknij tematu, bo brodzisz w stereotypie. Czuję, że boisz się go dotknąć. Bronisz się przed nim. W sumie to nic dziwnego, bo dotknięcie tego tematu to otarcie się o Śmierć. A nikt tego nie lubi.

Mówisz, że hospicjum jest STRASZNE. Ale czy masz rację? Hospicjum może wydawać się straszne. Ja się boję, że w końcu tam trafię. Ale warto dowiedzieć się, czego tak na prawdę się boimy. Czy tego, że Twoja Matka otrzyma tam w razie potrzeby opiekę, której ty sam w domu nie będziesz w stanie jej zapewnić?

To nie hospicjum jest straszne. Straszna jest bezradność wobec śmierci. Bezradność wobec cierpienia. Hospicjum nie chroni ani przed jednym ani przed drugim, ale chociaż próbuje łagodzić cierpienie. I pracują tam ludzie, którzy mają doświadczenie. Którzy pomogli już wielu innym. A ty? Jakie masz doświadczenie w pomocy osobie ciężko chorej? Jaką masz gwarancję, że jeśli usłyszysz "wyrok" nieuleczalności wydany na kogoś z Twoich bliskich nie rozkleisz się i nie załamiesz się? Że zamiast pomóc nie staniesz się dodatkowym zmartwieniem dla Twojego chorego?

Twój stereotyp jest bezpieczny dla Ciebie. Nie będę powtarzał argumentów Sweetenough. Jesteś pewnie młodym człowiekiem, przekonanym o własnych siłach. Pewnym, że chcieć to móc. Też taki byłem zanim okazało się, że jestem chory na raka. Też uważałem, że pewnych rzeczy nie zrobię, że do pewnego poziomu nie upadnę. Ale choroba - czy Twoja, czy kogoś Tobie bliskiego - znajdzie każdą najmniejszą słabość, której nawet nie jesteś świadom.

Kiedy jesteś w chorobie (Ty, lub ktoś kim się opiekujesz) przez rok, dwa to rzeczywiście ta opieka jest jeszcze do zniesienia. Czujesz się jak bohater. Gdy jesteś chory jesteś dumny z siebie że znosisz jako tako trudy leczenia i cierpienie związane z chorobą. Gdy się opiekujesz - widzisz to wszystko co robisz dobrego dla osoby którą się opiekujesz.

Ale Im dłużej to trwa tym rzadsze są takie chwile. Po pięciu, dziesięciu latach życia z chorobą po prostu przychodzą takie momenty, że zaczynasz mieć dość. Siebie, swoich najbliższych, świata. Paskudne odczucia. Dodatkowo dobija Cię świadomość, że nie ma wyjścia. Nie zdajesz sobie sprawy jakie to obciążenie psychiczne. I uwierz mi, dopuki tego nie poczujesz, nie będziesz wiedział, czy to zniesiesz. A nawet kiedy - czego Ci nie życzę - takie chwile staną się Twoim udziałem nie będziesz wiedział, czy następnego dnia się nie poddasz.

Ja nie mam "wyroku", ale te wszystkie odczucia nie są mi obce. Nie wymagam jeszcze zaawansowanej opieki i ta, którą mam w domu mi wystarcza. Ale wcale nie będę miał żalu do Mojej Żony, jeśli kiedyś znajdę się w Hospicjum.

PS.: Przepraszam za porównanie Cię do urzędnika NFZ. Trochę mnie poniosło.
-
2006/11/05 19:49:28
Sweetenough i mac_74 dziękuję za wasze komentarze. Myślę, że dzięki nim nie tylko młody-inwestor będzie mógł zastanowić się co to hospicjum, ale także inne osoby, które tu zaglądają i mają podobne opinie, że hospicjum to umieralnia, bo tak wcale nie jest.
-
2006/11/05 22:09:01
A ja chciałam podziękować wam wszystkim, że mnie obudziliście. Żyłam do tej pory jakby z boku, wiedziałam oczywiście, że istnieją choroby, że są nowotwory. Że życie generalnie nie zawsze pieści. Czasem mocno doskwiera. Ale teraz gdy czytam Ciebie Maciej, gdy czytam komentarze, widze to wszystko od jeszcze innej strony. I jestem wdzięczna, że mam ten przywilej tu być. Odkryłam kolejny odcień szarości... Bo tak naprawdę tej szarości jest najwięcej. I dobrze, że jesteście... Dziekuję.
-
2006/11/05 22:57:36
hawajska_czekolada: dziękuję za ciepłe słowa, zdecydowanie szarości jest dużo, a jak się ją już zobaczy to nigdy nie jest tak szaro, żeby nie mogło być w tej szarości zupełnie bez kolorów. To czasem uśmiech pacjenta jest największym blaskiem w tej szarości i czymś co ją rozświetla.
-
2006/11/05 23:07:06
Najważniejsze, że nie tylko Jesteś medykiem, ale przede wszystkim Człowiekiem, że Jesteś uważny, nastawiony na pacjenta, że nie traktujesz ich schematycznie, ale Dajesz odczuć, że każdy z nich jest dla Ciebie najważniejszy. Takie odnoszę wrazenie, czytając Twoje wpisy i WIEM, że się nie mylę...Życzę Ci dużo siły i wytrwalości w pracy w hospicjum!
Pozdrawiam serdecznie:)
-
2006/11/07 14:03:06
Do usług ;o]
-
2006/11/08 14:13:55
Mój roczny synek jest pod opieką hospicjum. Jako "klienci" tej instytucji pozwolę sobie na zburzenie kilku stereotypów (to się pisze szczególnie do kolegi młodego inwestora):
1. hospicjum to też życie. Bez niego nasze nieuleczalnie chore dziecko nie miało by szans na normalne życie: dzięki hospicjum mamy zapewniony sprzęt podtrzymujący życie, pomoc specjalistów i przede wszystkim WSPARCIE PSYCHICZNE, którego nie jest nam w stanie zapewnić zaden z członków rodziny. Nie zapominajcie, że niektóre nieuleczalne choroby mogą trwać latami, więc skracanie mysli że do hospicjum idzie się i umiera wskazuje na duzą nieznajomość tematu.
2. Hospicjum możesz mieć w domu - nie ma lepszej i efektywniejszej opieki nad chorym niż objęcie go domową opieką paliatywną (oczywiscie w tych przypadkach gdzie sie da tą opiekę zorganizowac w domu chorego)
3. Hospicjum jest potrzebne całej rodzinie. Wyobraźcie sobie życie, w którym nie jesteście w stanie wyjść razem z domu, gdyż ZAWSZE przy chorym musi przebywać przeszkolony członek rodziny - zawsze bedziecie wychodzić sami - na zakupy, na imieniny do cioci, nawet na spacer do parku. Ile jesteście czasu w stanie wytrzymac takiego życia? Opieka z hospicjum (pielęgniarka, wolontariusze) jest po to aby choć trochę stworzyć iluzję normalności.
Dr Macieju - wyrazy szacunku za podjęcie tej decyzji i życzenia wytrwałości. To bardzo ciężki i niewdzięczny kawałek chleba, ale gdyby nie ludzie Pańskiego pokroju, naszego Szymcia już by pewnie z nami nie było.
-
2006/11/08 15:50:31
Gofer73: Bardzo serdecznie dziękuję, za podanie "żywego" przykładu w jaki sposób opieka hospicyjna jest potrzebana i niezbędna. Bo własnie hospicjum to też życie jak mówisz i jak mówi kampania, a nie umieralnia jak wielu twierdzi. Może te kolejne wpisy zmienią punkt widzenia osób, które do tej pory miały inny pogląd na hospicjum. Życzę dalej siły zarówno tej fizycznej i psychcznej w opiece nad Szymciem i dziękuję za ten wpis.
-
2006/11/08 21:12:24
nie ma za co....pozwoliłam sobie wkleić link do tej dyskusji do mojego bloga bo dziś całkiem niechcący stała się baardzo aktualna. Mam nadzieję że nigdy nie zadasz takiej rodzinie jak nasza pytania co my jeszcze robimy z naszym dzieckiem w takim stanie w domu ;) Dobrego postępowania z nieuleczalnie chorymi powinni jednak uczyć w szkole medycznej. Pozdrawiam